wtorek, 16 lutego 2016

Koniec nawijania...

Poszłam za ciosem, i całe moje wieloletnie kłębowisko muliny i pokrewnych nici też zaatakowałam :) Tym razem kupiłam gotowe bobinki w sklepie internetowym, ale okazały się zbyt wiotkie i musiałam je niestety podkleić. Tak wyglądały początki "szaleństwa":



W ten sposób nawinęłam wszystkie częściowo rozpoczęte motki muliny, oraz kawałki nici z powodzeniem wyciągnięte z owego kłębowiska. Te które poszły w zaparte i nie dały się rozpolątać zostały wyrzucone do kosza.

Pracowałam głównie późnym wieczorem i w godzinach nocnych i niczym łódzka włókniarka nawijałam pilnie nitki :)




I jeszcze na koniec tego tematu...

Podczas prac wykopaliskowych w moich szafkach i szafeczkach odkryłam wielką plastikową szpulę, po jakimś grubszym sznurku.


Brzydkie to było i bardzo klejące po zerwaniu wszystkich etykiet. Właśnie z powodu tego "klejenia" już miałam to wyrzucić ale... postanowiłam to zalterować i też coś na to oczywniście nawinąć :) przy okazji wykorzystując środek szpuli...





W ten oto sposób uważam temat nawijania za zamknięty, i przerzucam się na stemple, a konkretnie obmyślam wygodny dla mnie sposób ich przechowywania.

K O N I E C 

2 komentarze:

  1. nie no- to pudełko z kolorowmi nitkami- do zakochania....Samo patrzenie nastraja radośnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pod dużym wrażeniem :)

    OdpowiedzUsuń